Menu (cennik restauracji)

Zaczynam cykl typowo informacyjny. Bez dodatkowych ozdobników dla osób, które potrzebują konkretnych informacji na temat Albanii, a nie literacko-reportażowych opisów. Jako, że niedawno pisałam o jedzeniu dziś cennik jedzenia w restauracjach. Oczywiście uśredniony i dotyczący Vlory. Przelicznik 1 euro = 140 leków (zaokrąglałam ceny)

Makarony

– z sosem pomidorowym (me domate) ok. 300 leków/2 euro

– z owocami morza (me fruta deti) ok 400-500 leków/3-3,5 euro

-bolognese ok. 400 leków/3 euro

– carbonara ok. 400 leków/3 euro

Lasagne (porcja) ok. 300 leków/2euro

Zupy

Zupa rybna (Supe peshku) ok. 300 leków/ 2euro

Zupa warzywna (Supe perime) ok. 300 leków/ 2euro

Ryby

Lavrak grillowany (Lavrak Zgare) kg ok. 2500 leków/17 euro

Koca grillowana (Koce Zgare) kg ok. 2500 leków/ 17 euro

Merluc- Dorsz kg ok 2000 leków/14 euro

Mięso

Filet z kurczaka z grilla (Fileto pule zgare) ok 500 leków/3,5 euro

Grillowana cielęcina (Biftek Vici lub Berxolle Vici) ok. 700-800 leków

Grillowana jagnięcina (Mish qengji) 1 kg ok 2000 leków/15 euro

Kurczak z rożna ok 700 leków/5 euro

Owoce morza

Małże (Midhje) – 400 leków/3 euro

Krewetki królewskie z grilla (Karkalec i madh zgare) – ok 700-800 leków/ 5 euro

Małe krewetki (Karkalec i vogel) – ok 500 leków/ 3,5 euro

Kalmary (Kallamar)- ok 500-600 leków/ 4 euro

Ośmiornica grillowana (Oktapod zgare) ok.800 leków/ 6 euro

Mix owoców morza (Mix Fruta Deti)ok 800 leków

Dodatki

Frytki (Patate zgare/te skuqura) ok. 200 leków/ 1,5 euro

Sałatka Mix (Sallate Mix) 200 leków/ 1,5 euro

Pieczony ser biały (Djathe i bardhe zgare) ok 250 leków/ 2 euro

Pieczony ser kackavall (Djathe kackavall zgare) ok 250 leków/ 2 euro

Warzywa grillowane (Perime zgare) ok 300-400 leków / 3 euro

Inne

Musaka 300 leków/ 2,5 euro

Pizza od najprostszych (sos, ser pieczarki) ok 250-300 leków/ ok. 2 euro do bardziej wypasionych (z owocami morza, różnymi dodatkami) za ok 500-600 leków/ ok. 4 euro

Napoje

Kawa:

-Ekspres (czarna) 60-100 leków

-Makiato (z mlekiem) 70-120 leków

-Frape (na zimno) 120-150 leków

Herbata (caj) 50-70 leków

Cola/Fanta/Amita/Lemon soda -120-150 leków

Piwo lane (Kriko) małe 80-120 leków / duże150-200 leków

…niedługo zawitamy do sklepu spożywczego 🙂

 

Wieczór powszedni

Do Vlory powracają upały. Przez chwilkę było trochę „chłodniej” czyli nadal powyżej trzydziestu stopni, ale wiał wiatr i plażowanie było przyjemne. Co więcej nawet jednego popołudnia spadł deszcz! Wzbudziło to trochę lęku w nowo przybyłych turystach, ale obiecałam super pogodę od rana i słowa dotrzymałam. Zaraz po śniadaniu wszyscy uzbrojeni w parasole i ręczniki powoli zmierzali na plaże. Większość na najbliższą piaszczystą, gdyż wystarczy przejść przez ulice i już jest się na miejscu. Opcja dla spacerowiczów również jest, gdyż piaszczysta plaża ma ponad 2 kilometry. Później zaczyna się Morze Jońskie i plaże żwirowe, kamieniste. Przede wszystkim „zatoczkowe”, kameralne i położone przy restauracjach. Tam pełno jest klifów i skałek z których skaczą dzieciaki. Nazwani przez turystów w zeszłym roku 'Makakami” faktycznie mają w sobie coś z małpiej zręczności. Chociaż wśród nich niejednokrotnie dostrzegałam turystę w sile wieku, który chciał chyba przypomnieć sobie lata młodzieńcze. Było w tych zachowaniach coś z męsko-chłopięcej rywalizacji na widok której żony zwykle głośno wzdychały i machały ręką.
Wieczorem lubię rozchodzić się na deptaku. Wśród wzbierającej rzeki ludzi spotykam znajome twarze. Już opaleni i po sjeście opowiadają o plażowaniu i nowo odkrytych miejscach w pobliżu hotelu. Często nadziwić się nie mogą skąd nagle na ulicach tyle ludzi! Miejscowi oraz turyści spędzają czas spacerując ramię w ramię nad morzem lub na bulwarze Ismaila Qemalego. Knajpki zaczynają się zapełniać, grupki chłopców i wystrojonych dziewczyn zaczynają polować na siebie nawzajem spojrzeniami i śmiechem.  Pachnie kukurydzą i grillem. Na ulicy rozkładają się ludzie z podróbkami perfum, ubrań… ogólnie z podróbkami wszystkiego. Facet zawija ziarenka słonecznika w papierowe rożki i sprzedaje obok jakiś już mocno roztopionych batoników. Plastikowe klapki i pamiątki z muszelek lub obklejonych piaskiem butelek i innych gadżetów.

Wszystko gaśnie powoli ok dwudziestej trzeciej, chociaż zwłaszcza w weekend do późnych godzin nocnych słychać muzykę i w restauracjach zawsze kilka stolików jeszcze jest zajętych.

Później na balkonach hotelu słychać od czasu do czasu silnik jakiegoś auta i kumkanie żab.

image008 image001 image002 image003 image004 image005 image006 image007

Voto!

Dziś Albania głosuje. Kampania wyborcza, którą obserwuję i z Polski i teraz z bliska ma znamiona wielkiej rewolucji. Przynajmniej mam taką nadzieję, że czeka ich rewolucja, bo aktualnie mimo dużych zmian, które można obserwować na przestrzeni lat jednak Albania potrzebuje kopa ze strony politycznej. Z dystansu widać nowe hotele, apartamenty i bardzo dobre drogi, ale to jest tylko turystyka, a jednak pozostają elementy, które są oddalone trochę od tej branży, ale pozostają z nią w ciągłej zależności. Dużo się mówiło w kampanii m.in o podatkach, które utrudniają prowadzenie małych firm, na których jednak oparty jest cały wachlarz usług w Albanii.

Jednak słowo klucz kampanii to „zmiana”. Z energii, którą Albańczycy włożyli w kampanię wyborczą można wywnioskować, że chcą postawić swój świat na głowie. W sumie to bardzo dobrze. Obie główne partie polityczne, które walczą w wyborach mają w swoich hasłach właśnie słowo „zmiana”. W tych wyborach tak naprawdę liczą się dwie siły z bardzo wyrazistymi liderami na czele.

Partia Demokratyczna oraz Partia Socjalistyczna. Sali Berisha oraz Edi Rama. Zapowiada się starcie, które już w czasie samej kampanii obierało formę dość bezpardonową.

Pierwszy to aktualny premier i były prezydent od 1990 roku lider Partii Demokratycznej. To za jego rządów wybudowano nowe drogi i na jego barkach spoczęło przeprowadzenie reform, które pozwoliły na transformacje. Jednak czasy Berishy to również piramidy finansowe i związany z nimi największy kryzys w pokomunistycznej historii Albanii, który prawie doprowadził do wojny domowej. To również lata korupcji oraz ewidentny związek Berishy z poprzednim reżimem. Jednak Berisha przez lata trzyma się mocno na stołku i ani myśli go opuszczać. Istnieją podejrzenia, że jest tak mocno do stołka przyklejony ze względu na fałszerstwa wyborów. Dlatego tak bardzo media i jego przeciwnik zwracają uwagę na ich transparentność.

Kim jest przeciwnik? Edi Rama to postać można powiedzieć malownicza. Wieloletni burmistrz Tirany, który jest znany z tego, że stworzył z tego miasta nowoczesną stolicę m.in. oczyszczając z mafii oraz dzikich (i podejrzanych) działalności centrum. Był również Ministrem Kultury i Sportu. Ogromnym atutem Ramy jest charyzma. Nie ma się co oszukiwać, że oprócz samego programu dla Ramy głównym punktem zaczepienia jest posiadanie wyrazistego i konkretnego wroga jakim jest Berisha. Z drugiej strony jednak na wyobraźnie działają postulaty proeuropejskie, a nawet wątki feministyczne (!), które dają nadzieję na takiego właśnie odgórnego „kopa” dla społeczeństwa. Zarzuca się mu, że na faktycznie przeprowadzoną z pompą kampanię wydaje ogromne pieniądze, a „dzieci nie maja co jeść”. Mam również wrażenie, że trochę niektórych Albańczyków Rama onieśmiela. Nowocześnie ubrany – zawsze z jakimś ekscentrycznym akcentem (chociaż na czas kampanii zdecydowanie stonował!), kreujący się na artystę i intelektualistę niespełna pięćdziesięcioletni i jeszcze do tego nie ma co ukrywać przystojny jest „czymś” nowym w albańskiej polityce. Poza tym kampania pod hasłem Rilindje czyli odrodzenie robi ogromne wrażenie począwszy od warstwy estetycznej, a na rozmachu kończąc (masa gadżetów wyborczych, ogromne wiece oraz Edi Rama, który niczym muzyk rockowy przemierzył Albanię wzdłuż i wszerz… kilkukrotnie)

Niektórzy wolą swojskiego, pochodzącego z północy Berishe w białej koszulce i granatowej kamizelce, w której wygląda trochę jak podstarzały uczeń. Fakt, że Berisha skończy niedługo 70 lat również nie pozostaje bez znaczenia. Jest przedstawiany jako stary „beton”, który już nic nie zmieni.

No dziś się okaże – ja przemierzę zawodowo prawie całą Albanię. Ciekawią mnie reakcje ludzi i czy będą widoczne na ulicach miast przez które przejadę. I również to jak do wyborów podchodzi Ulcinj, gdzie czasem mam wrażenie więcej jest Albańczyków niż rdzennych Czarnogórców. Zapowiada się długi dzień.

Poniżej fotki z wiecu wyborczego Partii Socjalistycznej we Vlorze.

ObrazekObrazekObrazekObrazek

Vlora razy trzy

Ostatnio wydawnictwo Bezdroża opublikowało przewodnik po Albanii. Jeden z niewielu na rynku, co jest cenne. Zaskoczył mnie tytuł… Bałkański „Dziki Zachód”. Ani do końca zachód, ani do końca dziki. Albania faktycznie jest jednym z niewielu niepoznanych krajów Europy, ale za taki kraj uważam również Serbię czy Macedonię. Też nie ma tam szału turystycznego tylko leniwie toczące się autobusy wycieczek objazdowych po głównych miastach. No tak, ale te kraje nie mają morza, a plażowanie to jednak plażowanie.

Ta bliskość morza również z dzikim zachodem się nie kojarzy. Ani kowbojów ani saloonów, ani pustynnych widoków. Zachwycona metaforą Bezdroży nie jestem, tym bardziej, że ich przewodniki mogę polecić ze szczerym sercem.

Razem z przewodnikiem ruszył sezon. Dla mnie po raz trzeci oznaczało to spakowanie wszystkich moich letnich sukienek, spodenek i sterty książek do dwóch wielkich waliz i wyruszenie razem z pierwszym kursem na poludnie. Do Vlory. Zawsze się trochę śmieję, że niektórzy wyjeżdżają do pracy do Anglii czy Irlandii, a ja na saksy wyruszam do… Albanii.

Co w tym roku zastałam? Pewne rzeczy są cudownie niezmienne, czyli słońce i wszechobecny luz. Otwartość ludzi i ich podejście do życia i świata. Miejsce na wakacje jest wprost idealne, a w czerwcu jeszcze we Vlorze nie jest tak tłoczno. Temperatury oczywiście wysokie, ale jeszcze nie jest tak upalnie jak w lipcu.

Zmiany? Vlora tak jak cała Albania rozbudowuje się. Trasy, które pamiętałam jako nie najlepsze nagle okazują się świeżo wyasfaltowane bez jednej dziury. Już statystyki pokazują, że w Albanii drogi są lepsze niż chociażby w Polsce. Wiem, wiem – mały kraj, mało mają do budowania. Więc zapomnijmy o statystykach, ale też o stereotypach, że Albania to drogowy koszmar. Budują się też nowe hotele i apartamenty. Na przedmieściach wielkie inwestycje. Za chwilę będą turyści w ilości hurtowej. Teraz jesteśmy MY.

A gdzie jestem? I tu zmiany, zmiany, zmiany, bo z każdym sezonem jestem coraz bliżej serca Vlory. Można nawet, że  w tym roku osiągnęłam ten cel prawie idealnie. Bulwar Ismaila Qemalego za miedzą, do morza wystarczy przejść przez ulicę, a na deptaku już nabiłam kilometry w te i wewte.

No nie czuję się jak na „Dzikim Zachodzie”,  mimo że jestem kolekcjonerką śmiesznostek, kuriozów i dziwactw.  Kilka mam w najbliższej okolicy, ale poza tym dużo, dużo fajnych widoków 🙂

flamuri plaża queen bunkier vloraSuperstar